Często kłóciłam się o TO z mężem 😱 [dlaczego odpuściłam❓]

Często kłóciłam się o TO z mężem 😱 [dlaczego odpuściłam❓]

Ile zarabiam? Ile ważę? I moje ukochane – czy kłócę się z Maćkiem? 3 najczęściej przewijające się pytania, które od Was dostaję. Zarabiam tyle, żeby wystarczyło na pokrycie rat kredytu i rodzinne wakacje raz do roku. Ważę o 8 kilogramów za dużo. Tak – kłócę się z Maćkiem. Od 6 lat o to samo. Z mniejszym bądź większym natężeniem i wcale nie chodzi o dzień mojego cyklu! Już Ci wszystko tłumaczę:

„Jesteś nieodpowiedzialny!”

To mój najczęstszy zarzut i wyrzut gardłowo-paszczowy :) Trochę to smutne bo w sumie to dotyczy tylko jednej, konkretnej sytuacji, a obrywa się całemu maćkowemu dobremu imieniu, ale mam coś na swoje usprawiedliwienie. No bo kurczę… ja tak do Maćka mojego przyczepiam kiedy… boję się o moje dzieci :) I w sumie to ja wiem, że on nie jest nieodpowiedzialny i bywają momenty, w których zazdroszczę moim własnym dzieciom ojca, ale ja kurrrczę nie umiem inaczej nazwać tego jego wyluzowania. Kiedy wychodzi z Milenką na mokrą trawę z poranną, lodowatą rosą ja mam już przed oczami glut do pasa i płacz podczas oczyszczania noska tym diabelstwem podłączanym do odkurzacza.

Kiedy buja ją na huśtawce, ja, oczami wyobraźni, widzę już moje dziecko szybujące gdzieś w przestworzach jakby zamiast do huśtwaki, Maciek włożył ją do armaty cyrkowej.

A kiedy rozstawia szeroko ręce i woła ją do siebie, żeby do niego przydreptała, przed moimi oczami, na tych 3 metrach paneli podłogowych, wyrasta pole minowe, zasieki i ścieżka życia z rozżarzonymi węglami :)

No co ja poradzę, że taka panikara jestem nooo! Widziały gały co brały! A nie… upss… jak brały to nie mieliśmy dzieci :)

Weź daj spokój, weź wyluzuj… :)

Z Matim było dokładnie tak samo. Pamiętam jaką traumę przeżywałam, kiedy Maciek wychodził z Matim na plac zabaw! O zgrozo! Nie było hybrydy, która wytrzymałaby pod moimi zębami :) Nie ma że świeży róż na paznokciach! Zanim wrócili, ja już musiałam się umawiać na kolejne bo dla mnie wyjście Maćka z Matim na plac zabaw było równoznaczne z wyjściem na front. Stałam w oknie jak żona marynarza wypływającego na 3 miesięczny, niebezpieczny rejs. Pamiętasz mój wpis sprzed 3 lat, o tym jak przeżywam place zabaw? Zwróć uwagę na pierwsze zdanie haaaaha :)

7 sierpnia 2016

Jest już ze mną dużo lepiej, pewnie przy drugim dziecku nie będę aż tak roztrzęsiona. Nie myśl też, że ja tak szaleję w każdej dziedzinie życia :) Nieee, jestem bardzo wyluzowanym rodzicem, pisałam Ci o tym wielokrotnie. Pozwalam i na słodycze (w rozsądnych dawkach) i na oglądanie telewizji, czy gry na tablecie. Nie stresowałam się tym kiedy zacznie chodzić, kiedy mówić, kiedy jeździć na rowerze. Pozwalałam na długie ssanie smoczka i nie sadzałam dziecka na siłę, na nocnik, podczas gdy rówieśnicy już dawno wołali, że chcą siusiu. W tych kwestiach wszystko jest ze mną jak najbardziej w porządku i wiem, że najważniejszy w wychowaniu dziecka jest zdrowy rozsądek, ale mój zdrowy rozsądek kończy się wraz ze strachem o wypadki. W sytuacji, w której coś się rzeczywiście wydarzy, potrafię zachować zimną krew i działam jak ratownik medyczny, z mega trzeźwością umysłu. Tu jest ze mną wszytko ok. Jedyną moją zmorą są te „tragiwizje”, których nigdy nie doświadczył mój mąż. I tego mu zazdroszczę z całych sił :)

I rzeczywiście, było ze mną dużo lepiej i jeśli chodzi o Matiego to jest naprawdę duużo lepiej. Ale Mati jest po prostu starszy. Radzi sobie lepiej niż roczne dziecko chodzące jakby wiecznie miało pod wiatr :) Pojawił się nowy bąbel, pojawiły się znów moje schizy :)

No to wzięłam i wyluzowałam :)

Z jednej strony doświadczenie i OSWOJENIE z tematem robi swoje. Z chęcią napisałabym teraz, że przy trzecim dziecku już tak nie będę świrowała, ale po co mam za 3 lata znów kręcić głową nad samą sobą :) Coś się jednak wydarzyło, skoro w tytule napisałam wprost, że ODPUŚCIŁAM. Dlaczego? Ano dlatego, że wpadł mi jakiś czas temu przed oczy artykuł o tym, jak to zabawy ojców z dziećmi je rozwijają. Jak uczą samodzielności, kontroli nad ciałem, dają większą sprawczość i zaufanie do samego siebie. A ta trawa z poranną rosą jest właśnie ekstra! To niewinne tup, tup bosą stópką po trawce, to dla dziecka cały wachlarz doznań sensorycznych. Struktura trawy. Chłód podłoża w cieniu, ciepło na słońcu. Wilgoć rosy… To są darmowe zajęcia z sensoryki, które przeprowadza niczego nieświadomy instruktor :) DARMOWY INSTRUKTOR :)

Jakoś dam radę :)

Obiecałam sobie, że nie będę tego biednego Maćka już stresować. Patrząc się na ten temat z perspektywy rozwoju dziecka jakoś łatwiej mi przestawić myślenie na pozytywy. Pewnie jeszcze nie raz wykrzyknę moje kultowe: „Maciek uważaj!” na które w odpowiedzi usłyszę „Weź mnie nie stresuj, wiem co robię!”. Ale mężu mój kochany, oficjalnie Ci obiecuję, że będzie tego mniej…

Najwyżej odbiję sobie w samochodzie, podczas wciskania niewidzialnego hamulca w podłodze pasażera :)

 

W przyrodzie nic nie ginie ;)

A jak to jest u Ciebie? Pełen luz czy też panikujesz? Dawaj na ploty TUTAJ :)

Do napisania tego tekstu zaprosiła mnie marka Pampers, która dba o uśmiechy naszych dzieci zapewniając im nieskrępowane ruchy i suche pupki :) A przy okazji upadków podczas szalonych zabaw z tatusiami – mikro amortyzację :) Zdecydowanie milej jest pacnąć na suchą, mięciutką powierzchnię niż mokre, nieprzyjemne bajoro z pozbrylanym wkładem :)

O ofercie Pampers pisałam Ci szerzej ostatnio w TYM WPISIE więc już się nie będę powtarzała, ale o tym, że trwa konkurs, w którym możesz wygrać moje ukochane Pampers Premium Care Pants, po prostu muszę :) Bo kto nie chciałby wygrać całego kartonu pieluszek, które łatwo zmienić nawet najbardziej wiercącemu się szkrabowi? Dostarczymy pod same drzwi :)

PRZYPOMNIJMY SOBIE CO I JAK

Mam na stanie dokładnie 5 kartonów Pampers Premium Care Pants:

  • 3 w rozmiarze 3 (6-11 kg) (112 sztuk w kartonie)
  • 2 w rozmiarze 4 (8-14 kg) (88 sztuk w kartonie)

CZYLI MAMY 5 NAGRÓD DO ROZDANIA :)

Dorzucam do tego jeszcze 5 moich książek „Tima szuka przyjaciół” z autografem. A co :) :) :)

Co zrobić żeby wygrać?

Napisz w komentarzu pod TYM POSTEM jaki jest TWÓJ ULUBIONY „UŁATWIACZ ŻYCIA”? (pytanie dotyczy poprzedniego wpisu, dlatego nie jest o tatusiach) :)

Może to być suszarka do ubrań.

Może to być teściowa.

Może to być kąpiel z bąbelkami i książką (tudzież naszymi filmami hłe hłe hłeeee) :) w sobotę, która w ciągu godziny ładuje Twoje baterie tak, że energii wystarcza Ci na cały tydzień. Pełna dowolność :) Konkurs kończymy 26 czerwca więc jeszcze się załapiesz :)