Patrzymy sobie głęboko w oczy… widać w nich prawdziwą, wyjątkową miłość…
Dotyka mojej dłoni… robi to z takim namaszczeniem, z taką pasją…
Tulimy się do siebie… słuchamy muzyki naszych bijących serc…
Uśmiecha się do mnie… rozpływam się tym uśmiechu, tonę w nim…
Tkwimy tak w tej naszej prywatnej, bezgranicznej miłości od 6 miesięcy. A właściwie to ja w niej tkwię trochę dłużej bo od zawsze. Od zawsze Cię kochałam synku. Z mojej niespełnionej miłości stałeś się miłością realną, miłością „tu i teraz”.
Walentynki – święto zakochanych. Dla mnie oklepane, wymuszone i zupełnie niepotrzebne. Do czasu. Bo w tym roku nabrało dla mnie innych barw. Zrozumiałam, czym jest miłość do dziecka. Czym jest prawdziwe uwielbienie osoby. Takie bezkrytyczne, bezgraniczne i wszystkie inne możliwe „bez” które mają pozytywne zabarwienie :)
Kocham każdy centymetr mojego dziecka. Każdą pulchną fałdkę, każdy malutki paluszek, pachnącą szyjkę i chomikowate policzki. Moja miłość z każdym dniem jest coraz silniejsza. A sens temu wszystkiemu nadaje świadomość, że to nie jest miłość, która kiedyś się skończy. To miłość, którą obdarza się wzajemnie matka i dziecko na zawsze. I często sytuacje życiowe wymuszają na takich dwójkach różne postawy, ale co by się nie wydarzyło… miłość pozostanie czy tego chcemy czy nie.
Tylko dzięki szczerej i prawdziwej miłości mam siłę wstawać noc w noc, co pół godziny i przemierzać kilometry korytarzy żeby utulić moje płaczące dziecko.
Tylko dzięki szczerej i prawdziwej miłości moje plecy, chociaż wyeksploatowane do granic wytrzymałości, dźwigają kolejny raz kiedy rączki wysuwają się z prośbą o przytulenie.
Tylko dzięki szczerej i prawdziwej miłości moje oczy zachodzą łzami kiedy widzę jak uczy się coraz to nowszych czynności, które dla innych są tylko kolejnym etapem rozwojowym.
Już zeszłoroczne Walentynki były wyjątkowe. Pod moim sercem wypełnionym miłością do mojego męża biło jeszcze jedno małe serduszko. Serduszko, na które czekaliśmy tyle miesięcy. Teraz jest już z nami namacalnie, fizycznie… I chociaż codziennie mu to mówię, 14 lutego powiem mu to jeszcze raz z jeszcze większym namaszczeniem, prosto z głębi serca… KOCHAM CIĘ SYNKU :*
Tekst napisany dla magazynu MAMMAZINE rok temu. Cały numer obejrzycie tutaj.
Od roku nie zmieniło się nic… no może oprócz tego, że kocham go JESZCZE BARDZIEJ! :)
<3 Ja te wyjątkowe Walentynki obchodzę pierwszy raz w życiu :) Synuś zacałowany i tak – przyznam, że takiej miłości nie doświadczyłam wcześniej, to niesamowite jak inna staje się każda chwila wypełniona tą matczyną miłością.
Ja Walentynki zaczęłam obchodzić dopiero po narodzeniu dziecka. Jakoś wcześniej tak bardzo nie smakowały :) No, chyba, że w podstawówce :)
No właśnie taka magia towarzyszy również mojemu macierzyństwu, że z każdym dniem JESZCZE BARDZIEJ. I aż się boję co to będzie za czas jakiś :)
Zjesz w końcu to swoje dziecko mówię Ci ;) Ja już moje zaczynam „podgryzać” :)
piękny tekst, piękne słowa, piękna jest miłość matki do dziecka :)
:) nie ma nic piękniejszego niż miłość do dziecka… można o tym pisać pisać i pisać prawda? :)
Kiedy stajemy się rodzicami, poznajemy nowy wymiar miłości… miłości zupełnie innej, bezwarunkowej, bezgranicznej, miłości najczystszej i najprawdziwszej! Piękny tekst :)
:) Rozumiemy się widzę doskonale :)
Ja na moją miłość poczekam jeszcze 2 miesiące… ale i tak te Walentynki miały już inny wymiar <3
To moje 3 Walentynki skąpane w miłości do dziecka :) Ciekawe jak będę je świętowała kiedy dorobimy się w końcu gromadki maluchów :) :) :)
Pięknie napisane, szczerze – aż łezka mi się w oku zakręciła. Przeżywam to samo od 5 tygodni. Miłość nabrała innego wymiaru. Z każdym dniem jest mocniejsza, a ta mała istotka stała się dla mnie MOIM WSZYSTKIM <3 Pozdrawiam i zapraszam do mnie, poruszyłam niedawno ten sam temat – inspirowany sercem matki <3