9 rzeczy, bez których nie ruszam się z domu z dziećmi 😱😎

9 rzeczy, bez których nie ruszam się z domu z dziećmi 😱😎

Macie już plany podboju Polski na ten sezon? Ja odkopałam swoją listę miejsc, do pokazania Matiemu, którą stworzyłam na dłuuugo przed dołączeniem Milenki do naszego BAKU SQADU :) Dopisuję dodatkowego pasażera i… już niedługo ruszamy w świat… W POLSKĘ znaczy się :)

Stworzyłam jeszcze jedną listę. Dla nas wszystkich. Spacer bez niej się obejdzie, ale lata stażu na stanowisku „matka” nauczyły mnie, że wszelkie wyjazdy, które wiążą się z nocą spędzaną poza domem (albo co gorsza jeszcze podróżą samochodem) nie mogą się odbyć bez zapakowanego zestawu przetrwania w postaci tych 9 rzeczy. W sumie to naliczyłam ich dokładnie 39, ale nie ma co przynuuudzać :) Wybrałam 9 takich „gadżetów”, które nie dla wszystkich są tak samo oczywiste. Szczególnie, jeśli jesteś młodą mamą i dopiero się w podróżowaniu z dzieckiem docierasz :) Bierz. Modyfikuj. Układaj pod siebie. I niech moc będzie z Tobą :) Im więcej dzieci na pokładzie, tym więcej mocy będziesz potrzebować… Mamy więcej niż 1 dziecka pewnie kiwają teraz ze zrozumieniem :) No dobra… narzekanie było w poprzednim wpisie. Teraz zajmijmy się RATOWANIEM Z OPRESJI i DMUCHANIEM NA ZIMNE :)

Zioła i herbata

Działanie herbaty doceniłam kiedy na 3 godziny przed wejściem na antenę PnŚ, obudziłam się z oczami opuchniętymi jak Dzwonnik z Notre Dame. Nie ma mocnych na herbatę, jeśli przychodzi nam walczyć z opuchniętymi albo ropiejącymi oczkami. Lawenda i melisa na kłopoty z zasypianiem w nowym miejscu. Rumianek na wymioty. Szałwia przy bolącym gardle i obolałych dziąsełkach. Z dzieckiem nigdy nic nie wiadomo. Dziecko nie przeczuwa, że coś się kroi, tak jak dorosły. Ja wolę być przygotowana na wszelkie okoliczności a kilka torebek skutecznych ziółek zdecydowanie zmniejsza objętość mojej apteczki, którą i tak muszę wypchać po brzegi plastrami, środkami dezynfekującymi i innymi cudami przeciwgorączkowymi :)

Aspirator do nosa

Jeśli mamy w planach chociażby jedną noc poza domem, aspirator, chociażby w wersji mini, ale KONIECZNIE jedzie ze mną. Nie ma nic gorszego od zatkanego noska w nocy. Kobieta zmienia się nie do poznania, kiedy boli ją głowa – dziecko natomiast, kiedy pojawia się katar. W domu używamy takiego do odkurzacza. W podróży takiego „do Maćka” :) Bo moja rola kończy się na ZABRANIU aspiratora. Reszta, po mojej wpadce sprzed lat, kiedy to nie zainstalowałam gąbeczki to już domena Maćka :) Przemilczmy tę historię… nie każ mi wracać do tych tragi-chwil :P Lećmy dalej :)

DulcoSoft Junior

O tym, że zabieramy ze sobą zawsze syropy przeciwgorączkowe (koniecznie dwa rodzaje – z paracetamolem i ibuprofenem, żeby można było używać ich zamiennie, co 4 godziny) już kiedyś Ci pisałam. To taka podstawa apteczki obok ziółek. Czasem wystarczy zmiana otoczenia, nowe miejsce i nawet pozornie przyjemny wyjazd na weekend, może odbić się na dziecku… często w postaci zaparć :( U nas sprawdził się DulcoSoft Junior. Super rozwiązanie bo dziecko nie ma nawet świadomości, że pije coś więcej niż zwykły napój (wersja Junior to gotowy roztwór, który nie zmienia smaku napoju). Jeśli mierzysz się z podobnymi dolegliwościami u swojego malucha – sprawdź DulcoSoft Junior (zaznaczam za każdym razem, że JUNIOR bo jest też wersja dla dorosłych, w saszetkach – nie pomyl się w aptece) :) Można go stosować powyżej 2 roku życia (ale do 8 roku rekomendowana jest wizyta u lekarza). Buteleczka jest niewielka, ale wydajna. Warto ją mieć pod ręką, szczególnie podczas wyjazdów.

Kredki i kartki

Dla kogoś kto nie jada z dziećmi w restauracjach, albo nie czeka na opóźniający się samolot na lotnisku, kredka i kartka może być taaaaka bez sensu. Ale kiedy biedny rodzic próbuje zająć dziecko czymś innym niż telefon, nagle kelner pojawiający się z 4 kolorami i mikro kolorowanką staje się bohaterem obiadu :) Ja już się nauczyłam, że tych kilka kartek i kredek nie zajmie dużo miejsca w torbie, a potrafi zdziałać cuda. Kiedyś wpadłam na pomysł plasteliny, ale połączenie plasteliny i moich dzieci w miejscu publicznym to nie był dobry pomysł. Myślałam, że spłonę ze wstydu, kiedy Mati w ciszy (cieszącej me matczyne ucho) zrobił nowe ubranko dla solniczki :) Nigdy więcej :) Kredki i kartki są zdecydowanie bezpieczniejszym pomysłem :)

Płyty z kołysankami i piosenkami

Na zdjęciu dwie nasze ukochane. Płytę z kołysankami pokazuję Ci w formie, w jakiej ją kupiłam. A właściwie to wymieniłam na nią jakieś punkty w sklepie z zabawkami, 7 lat temu (tak, tak, jeszcze zanim urodził się Mati). Nie ma wieczoru żebyśmy przy niej nie zasypiali. Najpierw my, plus Mati w brzuchu. Później sam Mati, teraz Milenka, która ma swoje dwie ulubione kołysanki i nie pozwala nam słuchać innych – „Ta Dojotka” i „Kosika” czyli „Noc koszyczek srebrny niesie, a w nim niespodzianki” :) :) :)

A o Jarzynkach pisałam Ci w poprzednim wpisie o podróżowaniu z dziećmi, ale jej nie pokazałam więc proszę bardzo – oto i ona :) Pazura, Kołaczkowska, Fronczewski, Pakosińska, Andrus… mistrzowie w wersji… jarzynowej :)

Mini płyn antybakteryjny

Jeszcze z poprzedniego zdjęcia zagubił mi się płyn antybakteryjny. Taki w wersji mini, ale mega wydajny. Mati jako maluszek nie włożył do buzi NIC. Za to teraz, częściej palce ma w buzi niż poza nią. Nawet mówi do nas z palcami w paszczy! :) Milenka natomiast nie dała nam oddechu już od początku. Co na podłodze to w buzi to raz, a dwa… BLW jej chyba weszło za mocno bo rączkami próbuje jeść nawet sos do makaronu… Puszczałam kiedyś na naszym Stories (tutaj) jak je makaron z rosołu… palcami :) Także dla mnie wyjazd bez płynu do dezynfekcji tych ciekawskich paluszków NIE ISTNIEJE :)

Wieeelka paka chrupek

A jak już rączki mamy czyste to można dzieci śmiało próbować… zapchać :) Kupiłam specjalnie do zdjęć dodatkową pakę chrupek, ale w tajemniczy sposób zniknęła przez noc… i to wcale nie za sprawą dzieci :) Także jeśli cierpisz na zrzędliwego męża, który podczas podróży musi skomentować umiejętności wszystkich kierowców dookoła (i oczywiście jest jedynym kierowcą na drodze, który jeździć potrafi) to kup razy dwa :) Kosztują grosze, ważą tyle co piórko a dają cenne minuty CISZY w czasie podróży :)

Poduszki z łóżek dzieci

Na zdjęciu dorzuciłam jeszcze Matuniowego pingwina, który służy mu tylko w czasie podróży w foteliku, ale jeśli chodzi o spanie w innych łóżkach niż te, do których dzieci są przyzwyczajone dobrym patentem jest zabranie poduszek. I to nie takich wykrochmalonych i świeżo wypranych tylko takich, na których już sobie dziecko przez kilka dni spało. Taka podusia łapie zapach sypialni i daje namiastkę domu. A podróż choćby nie wiem jak fascynująca, to jednak najlepiej gdyby kończyła się we własnym łóżku. A nie zawsze tak jest :)

Klapeczki gumowe

Akurat oddałam Milenkowe klapeczki na aukcję charytatywną i czekam na dostawę większych, więc nie miałam czego Ci obfocić, a te Matiego zajechane są jakby w nich na Jasną Górę wchodził więc dla dobra naszego zmysłu estetyki obejdźmy się bez zdjęcia :) Ale nie mogłam tego zupełnie pominąć bo uważam, że to częste przeoczenie rodziców. Ja gumowe klapki pod prysznic zabieram zawsze. Maciek tak samo. Nigdy nie wiesz kto przed Tobą tam stał. A o dzieciach jakoś tak zapominamy. Ja na przykład nigdy Milenki w hotelowych wannach nawet nie sadzam. Zawsze stoi w klapeczkach. Dzieci mają jeszcze delikatniejszą skórę i jeszcze większą podatność na łapanie różnych podróżnych „gratisów” więc warto pamiętać o ich zabezpieczaniu.

Tak dla świętego spokoju… którego podczas rodzinnych wyjazdów i tak mamy jak na lekarstwo ;)

SAPL.DULC1.20.02.0218 #ad

Partnerem notki jest DulcoSoft Junior